To była przygoda! Belgia cz.1

     Są takie miejsca, do których się ciągle wraca myślami. Są rzeczy, o których się szybko nie zapomina. Są wspomnienia, które czuje się jakby miały miejsce niedawno. Są też zdarzenia, które odmieniają nasz światopogląd albo zostawiają ślad w naszych sercach. W podobnym stanie jestem ja i choć minęły już dwa miesiące od mojego powrotu z wyjazdu, ja  pamiętam go dosyć dobrze. Jestem w stanie sobie przypomnieć, razem z większością szczegółów. Może dla innych to nic takiego. Ot co, kolejny wyjazd, ale zdałam sobie sprawę, że to "nic" dla innych, dla mnie jest "czymś" i to "czymś wielkim".

Gdy dowiedziałam się, że mój zespół ludowy jedzie na festiwal międzynarodowy do Belgii, nigdy nie myślałam, że jedną z osób, które wezmą udział będę ja. Ilość miejsc na takie wydarzenia jest ograniczona. Wydawało mi się, ze inni grają lepiej i dłużej niż ja, na pewno to oni pojadą. Z każdego instrumentu jechało po jednej osobie. Jednak z instrumentów dętych nikt nie mógł. Wtedy usłyszałam "Przykro mi Weronika, musisz jechać".


Wzięliśmy udział w Międzynarodowym Festiwalu Folkloru w mieście Torhout. Trwał on 5 dni i może nie jest to jakoś długo, ale grafik mieliśmy bardzo napięty i dużo rzeczy robiliśmy. Już zaraz po wyjechaniu, było bardzo wesoło. Granie na instrumentach, śpiewanie, zabawom nie było końca, ale mimo wszystko 21 godzin spędzonych  w autokarze robiło swoje. Drugiego dnia, gdy już do celu nie było daleko, byliśmy bardzo zmęczeni. Ciężko było nam wytrzymać taki czas w autokarze i myślę, że już każdy chciał być na miejscu.

Gościnność Belgów
Od razu po przyjechaniu zapoznaliśmy się z naszymi gospodarzami. Mieszkaliśmy po dwie osoby u rodzin. Nie powiem, trochę się obawiałam, bo osoba, z którą  miałam mieszkać zrezygnowała z wyjazdu, zamiast niej przydzielono mi nieznaną mi dziewczynę. Jednak, jak sie później okazało, mi się dobrze z nia mieszkało, ona chyba też na mnie nie narzekała. Naszymi gospodarzami było starsze małżeństwo i choć z początku porozumiewanie się z nimi po angielsku wydawało mi się czymś bardzo trudnym, to myślę, że dobrze sobie radziłyśmy i przede wszystkim mogliśmy się dogadać. Z jednej strony byliśmy całą grupą porozrzucani po trzech miejscowościach, więc ciężko nam się było zgrać, z drugiej nie mieliśmy siebie dość, a mieszkanie u rodzin miało swoje plusy. Mogliśmy się podszkolić z angielskiego i dowiedzieć się paru ciekawostek o ich kraju. Belgowie są bardzo gościnni! Miałyśmy dla siebie całe piętro, razem z łazienką. U nich jedliśmy posiłki, zawozili nas na wszelkie zbiórki, odbierali nas o 1,czy 2 w nocy, a niekiedy organizowali czas. Dwa razy nas zabrali nad morze, innym razem pojechaliśmy z nimi na lunch do innych członków zespołu i ich gospodarzy. Pierwszego dnia pytali się nas, czy nic nam nie jest potrzebne, czy mamy dobre warunki i czy wszystko jest w porządku, a my im odpowiadałyśmy, że spałyśmy w gorszych warunkach, a po tylu godzinach spędzonych w autokarze czułyśmy się jak w luksusie. Były też momenty, że było nam trochę niezręcznie, np. jak chcieli nam kupić prezenty dla rodziny. Myślałam, że to będzie jakaś drobna pamiątka, ale chcieli dać każdej z nas książkę o jednym mieście w Belgii, 8 piw, bruschette i czekoladki z manufaktury. Kłóciłam się z nimi przez 10 min, że sama sobie mogę za to zapłacić, ale nalegali, więc dostałyśmy od nich po takim prezencie. Zaproponowali nam, że jakbyśmy kiedyś chciały przyjechać jeszcze do Belgii, możemy się u nich zatrzymać i nie płacić za nocleg. Nigdy jeszcze nie spotkałam się z taką gościnnością.

O Festiwalu 
Ogólnie na festiwalu było 5 państw: Kolumbia, Ekwador, Indie, Macedonia i oczywiście Polska. Z tymi dwoma pierwszymi państwami chyba najwięcej rozmawialiśmy, bo byli bardzo otwarci! Kolumbijczycy często mówili "Hola! Cóme estas?" i witali się z każdym z osobna. Ekwadorczycy chętnie pogadali po angielsku (pod warunkiem, że znali ten język), czy potańczyli na różnych party. Macedonia i Indie były trochę zamknięte w sobie. Raz tylko rozmawiałam z Macedończykiem, który też gra na klarnecie, więc trochę na ten temat pogadaliśmy. Innym razem jeden chłopak z Indii poczęstował nas jakimś niesłodkim ciastem i ziołami do żucia, ale poza tym raczej z nimi nie rozmawiałam. Pierwszego dnia festiwal rozpoczęliśmy paradą. Było to pierwsze spotkanie z pozostałymi członkami festiwalu. Określiłabym to jako zderzenie kultur, po prostu. Na początku patrzyliśmy się na siebie, widzieliśmy tak odmienne kultury po raz pierwszy i to w jednym miejscu. Machaliśmy do siebie, robiliśmy zdjęcia, a na końcu parady każda grupa prezentowała jeden swój taniec. Wszyscy dostaliśmy potem po belgijskim piwie i tańczyliśmy na rynku. Ja już miałam składać klarnet, ale zachęcona poszłam grać z innymi muzykami, zgodnie z hasłem "to co się nauczysz tutaj, tego się nigdzie indziej nie nauczysz". Początkowo grałam z Ekwadorem, podali mi tonację, a ja miałam grać. Potem poszłam do Kolumbii, gdzie jeden Kolumbijczyk pokazywał mi na swoim klarnecie chwyty i mnie uczył. Ktos nawet pokazywał mi to nagranie, gdzie graliśmy razem, ale niestety go nie mam... Z muzykami z Ekwadoru grałam też drugi raz przed jednym z koncertów. Mimo, że był to mój pierwszy raz, gdy ktoś mi podawał tonację i nie miałam nut, bardzo mi się spodobało i było to ciekawe doświadczenie, na prawdę, choć granie ze słuchu nie jest moją mocną stroną. Nigdy wcześniej nie grałam z nikim z innego kraju, może dlatego mam takie pozytywne wrażenia. Zaskoczeniem była dla mnie impreza pożegnalna, podczas której muzycy z Ekwadoru powiedzieli, że mają dla mnie prezent. Bardzo się zdziwiłam, gdy dostałam od nich płytę, wydaną przez ich zespół. Tak się cieszyłam, że chodziłam do wszystkich na imprezie i się im chwaliłam. Był to na prawdę miły gest i wspaniała pamiątka!

Zwiedzanie 
Zwiedzania ku mojemu zaskoczeniu nie było wiele, bo wyjazd był obfity w inne atrakcje. Mieliśmy okazję zobaczyć dwa miasta w Belgii, czyli Brugge i Bruksele. Jeszcze przed samym zwiedzaniem Brugge każdy zespół miał za zadanie zatańczyć na środku rynku jakiś swój taniec. Tu, kapela miała dosyć małe zajęcie, bo bez instrumentów, mogliśmy im tylko klaskać do rytmu. Później dostaliśmy mapki i każdy na własną ręke mógł sobie zwiedzić to miasto. Szczerze mówiąc wtedy przekonałam się, że zwiedzanie tak dużą grupą bez przewodnika nie było takie proste, nie byliśmy przygotowani. Jednak Brugge zrobiło na mnie ogromne wrażenie! Zwane jest flamandzką Wenecją i trzeba przyznać, że miasto ma swój niepowtarzalny klimat. Urokliwe kamieniczki, mosty, piękne budownictwo. Powiedziałabym nawet, że to najładniejsze miasto jakie widziałam w Belgii.







 Bruksela z kolei mnie rozczarowała. Była tam mieszanka kulturowa, w tym bardzo duzo muzułmanów i czarnych. Nigdzie, w żadnym innym miejscu nie czułam się tak przytłoczona, nigdy nie widziałam też tylu ludzi w jednym mieście. Pomiędzy stare budynki były budowane nowoczesne, co według mnie psuło obraz miasta. Rynek był piękny, w gotyckim stylu, ale to chyba tyle co mnie urzekło. Pod względem zwiedzania nie było tak wiele atrakcji, no oprócz rynku. Akurat trafiliśmy na dywany z kwiatów. Co dwa lata przez trzy dni jest takie wydarzenie, wiec bardzo się cieszę, że akurat się na nie załapaliśmy. Robi wrażenie! Za to najbardziej znanym obiektem Brukseli była fontanna sikającego chłopca. Do tego historia z nim związana wydaje mi się być trochę...dziwna. Był jakiś książę, który się zgubił. Nie mogli go znaleźć i nagle usłyszeli jak sika w lesie, tak go znaleźli. Podsumowując, zwiedzanie na własna rękę okazało się nie być takie łatwe, jeśli chcecie zobaczyć Brukselę, warto to zrobić z czystej ciekawości, aby sobie wyrobić o niej opinię. Jednak ja zdecydowanie bardziej od stolicy polecam Brugge.






Z tego wyjazdu mam wiele innych wspomnień, z różnego typu party, z koncertów, ze spotkania z innymi kulturami i poznania ich folkloru. Jednak myślę, że nie warto przedłużać. O tych i innych rzeczach opowiem wam w następnej części mojej relacji. Mam nadzieję, że jesteście ciekawi.

You Might Also Like

24 komentarze

  1. Podróże to zawsze jest coś wielkiego. Świat jest zbyt ciekawy, by siedzieć w domu.
    Opowiadasz nam o tej podróży po dłuższym czasie, czy nie masz przez to wrażenia, że dokładnie wszystkie słowa ułożyłaś, tak dokładnie jak do najlepszej książki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc sama się nad tym nie zastanawiałam jak ułożyłam słowa. Może takie wrażenie jest też dlatego, że opowiadałam paru osobom w listach o tej podróży, a tutaj słowa podobnie ułożyłam, jak w listach :)

      Usuń
  2. Nigdy nie byłam w Belgii. Fajnie, że miałaś możliwość wyjazdu:D
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  3. To rzeczywiście wyjazd życia i wielka szansa na nowe kontakty.
    Czekam zatem na kolejne relacje!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale fajnie! Nie sądziłam, że Belgia jest taka... Piękna - ze zdjęć jestem zachwycona :P chciałabym pojechać, za granicą to byłam tylko na dzień w Dreźnie, czuje się upośledzona z tego powodu :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Wróć do tych miast jeszcze raz, wcześniej przygotuj sobie plan zwiedzania (internet pomoże) zobaczysz, że samemu zwiedza się dużo lepiej, więcej można zobaczyć i inne będą przeżycia.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze lubiłam zwiedzanie samemu, ale tutaj byliśmy większą grupą i ciężko było nam się zgrać. Jedni chcieli robić to, drudzy tamto. Jak zwiedzam w mniejszej grupie jest ok, ale tu mieliśmy trochę dużą. Na pewno kiedyś do tych miast wrócę, bo głównie mieliśmy inne atrakcje, a zwiedzania nie było dużo.

      Usuń
  6. W Belgii miałem okazję być na wycieczce z gimnazjum, jednak tylko przejazdem, bo naszym celem była Francja. Takie połączenie zwiedzania, występów czy innego rodzaju aktywności to według mnie coś wyjątkowo udanego. Bo robi się coś, co się lubi, a jednocześnie można poznać nowe miejsca, ludzi itd.

    Sądzę, że na pewno w końcu coś znajdę. Pytanie tylko co i kiedy. Ale jak na razie nie narzekam.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam posty o podróżach, bo bardzo lubię wracać do swoich. Wydaje mi się, że są one takie pełne radości i są przede wszystkim szczere. Współczuję tych 21 godzin w autokarze to musiała być katorga.

    http://sar-shy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. przepiękne zdjęcia:) klimat bije z nich niesamowity:) jakby się tam było! Obserwuję z miłą chęcią i zapraszam serdecznie do siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wziąć udział w takim festiwalu to faktycznie musiało być niesamowite przeżycie :) aż Ci zazdroszczę. Pewnie ubolewałabym nad małą ilością zwiedzania, ja jestem osobą, która uwielbia dobrze poznać okolicę do której jedzie. A gościnność belgów podziwiam :) bardzo miły gest z tym prezentem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Podróże otwierają nam oczy na świat, możemy poznawać inne kultury, zmienić otoczenie i zachwycać się widokami, budowlami i krajobrazami.
    To świetnie, że miałaś szansę rozmawiać z ludźmi z innych krajów i faktycznie cudownie trafiłaś, że Cię tk ugościli i jeszcze prezenty dla rodzinki dostałaś. I takie przygody bardzo miło się wspomina.

    OdpowiedzUsuń
  11. Niestety puki co nie byłam w Belgi i może kiedyś zwiedzę te miejsca :) Bardzo ciekawy wyjazd miałaś i zazdroszczę tobie przeżycia czegoś takiego :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nigdy nie byłam w Belgi, może kiedyś mi się uda ją zobaczyć :) Podróże małe i duże to zawsze wiele wspomnień, chwil wartych zapamiętania. Ciężko jest wyrzucić to z głowy nawet gdyby bardzo się chciało :) świetna podróż, musiało być niesamowicie :) zazdroszczę, wziąć udział w takim festiwalu... nie każdy ma taką okazję, więc nic tylko zazdrościć! :) chciałabym coś takiego przeżyć, poznać belgów i na własnej skórze odczuć jacy są :) mam nadzieję, że kiedyś mi się to uda. Nigdy nie mówię nigdy, więc kto wie :) jeżeli się uda, to będzie dobrze :)
    Pozdrawiam ciepło ♡

    OdpowiedzUsuń
  13. Super, że korzystasz z tego, że możesz pojeździć w fajne miejsca ze swoim zespołem :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie byłam w Belgii jeszcze. Super, że mogłaś pojechać.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ostatnio jechałam przez Belgię do Polski, dosyć długa droga.. i gdyby nie fakt, że pogoda była okropna to pewnie zatrzymałabym się w tym mieście (a przynajmniej taki był zamysł całej podróży). Następnym razem nie mogę tego pominąć! ☺

    OdpowiedzUsuń
  16. będę czekać na kolejną część wpisu A tak z ciekawości chciałam się ciebie zapytać ile mniej więcej rocznie wydajesz na takie podróże?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że ja jakoś dużo nie podróżuję. Ten wyjazd to był jedyny tego typu, na którym byłam. Płaciliśmy 250 zł, ale otrzymaliśmy 50 zł reszty i za jeden koncert po 30 euro na głowę. Odliczając to wszystko wyszło nam 120 zł! Plus do tego wypadało dać gospodarzom jakiś prezent.

      Usuń
  17. Bardzo dobrze, że wybrali Ciebie na wyjazd do Belgii i mam nadzieję, że to naprawdę podbudowało Cię jako wykonawcę! Belgia to niewątpliwie przepiękny kraj i marzy mi się, aby kiedyś do niego zaglądnąć. Poza tym, takie wyjazd to właśnie super sprawa na szlifowanie języków, chociażby angielskiego jak w Twoim przypadku :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  18. Nigdy nie byłam w tej części Europy, a Belgia nigdy nie była nawet w obszarze moich podróżniczych marzeń. Nie miałam pojęcia, że jest tak tak ładnie!

    OdpowiedzUsuń
  19. Fajnie, że miałaś okazję zobaczyć trochę świata dzięki festiwalowi :)

    OdpowiedzUsuń
  20. jestem zachwycona zarówno pierwszą jak i drugą częścią tej belgijskiej przygody! <3 fantastyczne zdjęcia i cudowny post :) Bardzo mnie zainspirowałaś! Dlatego czym prędzej dołączam do obserwatorów, powodzenia w dalszym blogowaniu :* Pozdrawiam Cię serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ha! Pięknie tu! I miło się czytało ten post.
    Moja wizyta w Belgii póki co ogranicza się do jednego dnia w Brukseli. No i przejazdu autostradami, zeby docelowo dotrzeć do Szkocji. Ale myślę, że jeszcze kiedyś pojadę. Może będę miała okazję zobaczyc więcej i dokładniej :)

    OdpowiedzUsuń