To była przygoda! Belgia cz.2

Odzywam sie po dłuższej przerwie. Mimo to chciałabym dokończyć to co zaczęłam, czyli relację z festiwalu. Będąc w Belgii nie mieliśmy czasu na nudę. Ciągłe atrakcje, napięty grafik, ale oprócz tego wyjazd był bardzo udany. W poprzednim poście podzieliłam się z wami ogólnymi informacjami o festiwalu, wspomniałam trochę o tym jak nam się mieszkało u gospodarzy, a także opisałam swoje wrażenia ze zwiedzania. Jednak to nie były wszystkie atrakcje, w jakich uczestniczyliśmy. Dzisiaj chciałabym opowiedzieć wam co jeszcze mnie tam spotkało. Zapraszam na drugą część relacji z Międzynarodowego Festiwalu Folkloru. 




Koncerty
Chyba nie będzie niczym niespodziewanym, jeśli napisze, że głównym naszym zajęciem były koncerty. Mieliśmy ich sporo, bo w ciągu 5 dni naszego pobytu, 4 razy występowaliśmy na scenie, a do tego raz na paradzie, a także śpiewaliśmy i graliśmy w kościele. W ciągu dnia rozkładało nam się to różnie. Czasem był to jeden koncert, czasem dwa, wszystko zależało od naszego grafiku. Wychodząc na scenę  już byliśmy cali mokrzy,a  co dopiero po graniu! Nie powiem, stanowiło to pewien problem. Było ciepło, a nasze warstwowe stroje sprawiały, że dodatkowo było jeszcze bardziej gorąco. Na samo pomalowanie się i ubranie w strój ludowy schodziła mi jakaś godzinka, aż tyle czasu, ale wyglądać trzeba było dobrze. Ku mojego zdziwieniu wiele osób chwaliło nasze występy. Dużo też mówiło, że bardzo podobają im się nasze stroje. Pod tym względem Polska się wyróżniała, bo byliśmy wszyscy tacy...kolorowi. Zdarzyło mi się, że ktoś do nas podszedł i pochwalił nasze spódnice. Niesamowicie mnie to cieszyło, oznaczało to tylko, że innym się podoba, a o to właśnie chodziło. Koncerty były głównie dla Belgów robione. Szczerze mówiąc nie sądziłam, że nasz taniec ludowy im się tak spodoba. Wydawało mi się, że na tle innych państw wypadliśmy przeciętnie. Skłamałabym, jeśli bym napisała, że nasze występy były idealne. Były potknięcia i to nie jedne. Już na paradzie nie słyszeliśmy się za dobrze, bo graliśmy na otwartym powietrzu i minęliśmy się na samym początku o cały takt. W kościele z kolei nie słyszeliśmy śpiewających. Innym razem była jedna część za szybko i tancerze nie wyrabiali. Zdarzyło się też, że się zgubiliśmy wszyscy albo grały same cymbały. Z mojej strony mogę powiedzieć, że też robiłam błędy. Chyba najgorszym było to, jak palce mi się tak pociły, że nie mogłam trafić w otwory klarnetu, przez co wydobywał się taki piskliwy dźwięk. Na kolejnych koncertach próbowałam to poprawić i w czasie przerw między utworami, wycierałam palce w przygotowaną wcześniej chusteczkę. Jednak te potknięcia chyba nie były aż tak zauważalne. Byliśmy młodym składem kapeli i wcześniej nie graliśmy tak dużo razy ze sobą. Musieliśmy nauczyć się razem współpracować, ustalić kto nabija rytm, kiedy kończymy utwór, a kiedy gramy jeszcze powtórkę. Z czasem było coraz lepiej. Najmilej wspominam ostatni koncert. Wyszedł nam zdecydowanie najlepiej. Do tego mieliśmy go nad morzem, więc zaraz po nim poszliśmy się kąpać po raz pierwszy i ostatni w Morzu Północnym.


Folklor innych państw
Zobaczenie folkloru innych państw było czymś niesamowitym. W czasie pierwszego koncertu nie chciałam przegapić żadnego występu. Potem już tego tak nie pilnowałam i trochę żałuję, ze właściwie oglądałam inne grupy tylko podczas pierwszego koncertu. Na pozostałych tylko czasami zerknęłam co przedstawiają. Niemniej jednak jeśli chodzi o moje spostrzeżenia to najmniej podobały mi się Indie. Ich tańce były monotonne, a muzyka bardzo podobna do siebie i trochę drażniąca. Macedończycy mieli zbyt długie występy, ale te już były dla mnie ciekawsze. Śpiewanie im niezbyt wychodziło, ale klarnecistę to mieli świetnego! Kolumbia wszystkich zachwyciła pierwszym koncertem. Szpagaty, podnoszenia, inne figury akrobatyczne, to wszystko robiło niesamowite wrażenie. Niektóre ich tańce były takie bardziej "dzikie". Za to ich muzyka to głównie bębny. Ekwador miał według mnie ciekawszą warstwę muzyczną, a ich tańce były spokojniejsze. Bardzo mi sie spodobały i były takie przyjemne do słuchania i oglądania. Zauważyłam jedną rzecz...nie da się obiektywnie porównać folkloru i powiedzieć kto miał lepsze występy, a kto nie. Nasza muzyka ludowa jest bardzo różna, a moje spostrzeżenia oparłam tylko o subiektywne odczucia. Niemniej jednak warto było zobaczyć zupełnie inne stroje, zupełnie inną muzykę i tańce. Było to takim zderzeniem różnych kultur.


Party
Organizatorzy festiwalu przewidzieli dla nas atrakcje w postaci różnych imprez. Już pierwszego dnia wszyscy członkowie festiwalu zostali zaproszeni na tropical party, gdzie naszym zadaniem było przebrać się w stroje tropikalne lub założyć dodatki w takim stylu. Przyznam szczerze, że Polacy byli chyba najbardziej tropikalnym krajem. Za to Kolumbia i Ekwador podbili scene! Oni tańczą po prostu genialnie i widać, że mają to we krwi. Dowiedziałam się od jednego Ekwadorczyka (z którym przez cały festiwal trochę rozmawiałam), że tańczą od poniedziałku do soboty...nieźle. Kolejnego dnia mieliśmy boom bal, na którym naszym zadaniem było nauczyć inne kraje naszych tańców. Aż żałowałam, że nie mogłam tańczyć z wszystkimi, bo kapela musiała grać. W każdym razie uczyliśmy krakowiaka, pokazaliśmy między innymi kaczuszki i chusteczkę. Na Kolumbii było najwięcej osób. Mi z kolei spodobały się tańce macedońskie (dalej nie zupełnie ogarniam jak oni przeplatają tymi nogami) i z Ekwadoru, gdzie nowo poznany znajomy z tego kraju uczył mnie tańca latynoskiego. Jednak chyba byłam mało pojętnym uczniem, bo na końcu uznaliśmy, że ja byłam trudnym uczniem, a on kiepskim nauczycielem. Poza tym zniknęłam przez połowę imprezy i dowiadywałam się nowych informacji od niego o kulturze Ekwadoru, między innymi o żartach jakie sobie robią z Brazylijczyków i języka portugalskiego, o tym, że wcześniej zaczynają studia niż my, a także uczył mnie słówek po hiszpańsku. Czyż poznawanie innych państw, nie jest świetne? Ostatni nasz wieczór na festiwalu to barbecue party, gdzie najpierw mieliśmy jedzenie i część oficjalną zamknięcia festiwalu, a potem tradycyjnie tańce. Nie powiem, bawiłam się nieźle, jednak dotarło do mnie, że to już ostatni dzień i powrót do domu.


Języki
Na prawdę bałam się używać angielskiego i pierwszego dnia oprócz "ok" i "yes" za bardzo nic nie mówiłam do gospodarzy. Zawsze miałam barierę językową, a tu trzeba było się na co dzień posługiwać językiem obcym. Jednak...nie taki diabeł straszny jak go malują! Przyzwyczaiłam się do mówienia po angielsku, czasem nawet zaczęłam tak myśleć, a część osób (zarówno uczestnicy jak i moi gospodarze) mówili, że dobrze znam ten język. Byłam zaskoczona, ale było mi bardzo miło to słyszeć. Jednak w angielskim nic nie równało się temu jak tłumaczyłam jak się gra na instrumentach. Nie wiedziałam jak są pałeczki do cymbałów, to mówiłam, że trzeba uderzyć czymś drewnianym w metalowe struny. Uczenie gry na klarnecie poszło mi najgorzej. Osoba, którą próbowałam nauczyć w końcu powiedziała mi, ze to jest dla niej za trudne. Odpowiedziałam, że może jestem złym nauczycielem, a na końcu usłyszałam od niej "Yes, maybe". Tak, dzięki za szczerość :D Przy okazji odkryłam jak bardzo przydatnym językiem jest hiszpański. Nie każdy z Ameryki Południowej znał angielski i ich pierwszym pytaniem było, czy my znamy hiszpański. Poza tym bardzo spodobał mi się ten język i chciałabym się go kiedyś nauczyć.



Ten wyjazd miał wiele plusów. Na pewno był ciekawym doświadczeniem pod względem grania na koncertach i poza nimi, miałam tez okazje podszlifować swój angielski, czy dowiedzieć się wielu informacji o innej kulturze. Jednak przede wszystkim mam z niego świetne wspomnienia. Ten festiwal był moja przygodą i mam nadzieję, że nie jedyną jaka mnie w życiu spotka.


Ps. Mam z tego wydarzenia mnóstwo zdjęć, jednak nie są one mojego autorstwa, a że nie chcę zamieszczać cudzych zdjęć i takich, gdzie są inni, bez ich wiedzy i zgody, to dodałam te mniej ciekawe zdjęcia.

You Might Also Like

22 komentarze

  1. To miałaś przygodę, którą na pewno zapamiętasz do końca życia :)
    To prawda hiszpański coraz bardziej staje się popularny i w niektórych częściach świata ludzie bardziej ten język znają niż angielski. Znajomość kilku języków jest plusem, super, że dogadywałaś się z innymi i choć na początku bałaś się używać, potem się wkręciłaś i już było lepiej. Jak to mówią, człowiek uczy się przez całe życie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie byłam jeszcze w Belgii, więc dziękuję Ci za wirtualną podróż. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniała przygoda :) chciałabym zobaczyć te wszystkie występy :) a wasz w szczególności! Super, że nasze polskie ludowe stroje zostały docenione.
    Też mam straszną blokadę językową. Taki wyjazd przydałby mi się, żeby podszkolić angielski i nie bać się go używać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż poczułam się, jakbym podróżowała razem z Tobą! Nie byłam jeszcze w Belgii, przyznam, że bardzo mnie zachęciłaś do odbycia podróży właśnie w tym kierunku w przyszłości ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham podróże. Szkoda tylko że czasem brak czasu ;<

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję Wam tych czterech koncertów w ciągu pięciu dni! Och, wyobrażam sobie, ile energii, potu było w tym wszystkim. Niesamowite. O tak, ja również czuję tę barierę językową, ale najważniejsze, że mimo wszystko przełamałaś się, a inni twierdzili, że mówisz dobrze w języku angielskim. Takie wyjazdy przełamują takie bariery z całą pewnością! Wspomnień nikt Ci nie zabierze, to pięknie, że właśnie w Belgii spędziłaś chwile, których nie zapomnisz:) Dużo pozytywnych myśli na weekend!

    OdpowiedzUsuń
  7. Występy na żywo w tak różnych warunkach nie są łatwe.
    Super, że ten wyjazd obfitował w tyle atrakcji i kontakty z innymi narodowościami, to daje sporo doświadczenia i pewności siebie:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie byłam tam jeszcze chyba, że wliczając podróż autem z Anglii do Polski hehe ale wygląda troche podobnie jak Holandia:):*

    OdpowiedzUsuń
  9. Na pewno super było, pięknie tam :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wow, super projekt/impreza! Myślę, że to musi być super doświadczenie, zwłaszcza, że braliście udział w tak wielu rzeczach. Z chęcią bym połuchała muzyki z Indii i Kolumbii i sama przekonała się, jak one brzmią. Nauka tańca i gry na instrumentach to super pomysł moim zdaniem. Gram trochę na gitarze, z chęcią zobaczyłabym, jak wygląda gra na czymś innym. Hiszpański to przepiękny język i dość przyjemny do nauki :)
    nicolestraveljournal.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Mogę Ci jedynie pozazdrościć takiego wyjazdu! To był bardzo intensywny czas, bo i koncerty i zabawy i mnóstwo nowych ludzi do poznania, ale w tym tkwi chyba cały urok! Kultura innych krajów bywa zaskakująca i naprawdę warto ją poznawać!

    OdpowiedzUsuń
  12. oj ja tak żałuję, że aktualnie nie podóżuje aż smutno

    OdpowiedzUsuń
  13. Miałam już od jakiegoś czasu chęć tam jechać coś zobaczyć i trochę poznać kraj :)

    Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego co najlepsze!
    Sara's City

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja też do pewnego momentu walczyłam z barierą językową. Zawsze miałam wrażenie, że dukam po angielsku i wszyscy mają problemy ze zrozumieniem mnie.
    Bardzo chciałam coś z tym zrobić, więc zaczęłam pisać listy - ale tylko z osobami z innych krajów. Poczułam się trochę pewniej i postanowiłam, że mój blog również będzie dwujęzyczny. I wiesz co? Teraz popłynęłam. Nie mam problemu, żeby rozmawiać po angielsku, nie mam już tej ściany przed sobą. Może nie jestem alfą i omegą, ale umiem się dogadać, również tłumaczę co mam na myśli jeśli nie znam jakiegoś słowa. Ewentualnie po prostu używam google translate. Zawsze mam go na swoim telefonie i jak czegoś nie wiem, to mówię rozmówcy, przepraszam, muszę sprawdzić słowo, bo nadal uczę się języka. Zazwyczaj spotykam się ze sporym entuzjazmem i zrozumieniem :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Gratuluję tych występów 👏
    Belgia to naprawdę bardzo fajny kraj ☺
    Pozdrawiam
    Lili

    OdpowiedzUsuń
  16. do Belgii chętnie bym sobie pojechała:) samych dobrych chwil na Święta życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Lubię takie muli-kulti, bo to pokazuje,
    jak piękny i różnorodny jest świat, w którym
    mamy szczęście żyć.

    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję, że do mnie zajrzałaś.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wspaniały zestaw zdjęć, chętnie bym tam pojechała :)

    Pozdrawiam
    Sara's City

    OdpowiedzUsuń